To musiała być sprawka któregoś z dzieci. Kto inny mógłby

— Belle-mère!
Wypchnął ją bezceremonialnie z gabinetu i odprowadził aż do kuchni.
gorzej niż przedtem. - Mama na górze?
- A czemu ty nie nauczysz się dobrych manier? - zareplikował
dla planów lady Rothley. ale i dla niej samej. Dlaczego? Nie
ludzi. I to do moich najbliższych.
- Umieć, tak. Ale to nie znaczy, że musisz mi wszystko mówić,
wzrokiem po tłumie w poczekalni. - W takim razie, czy
opowiedziawszy Matthew o swych kłopotach.
— Tak, tak, Arnolda! Zawsze, kiedy jej potrzebowałam,
Uśmiechnęła się przez sen.
która pytała, co słychać i przesyłała pozdrowienia.
31
i trzy razy dłużej.

Z podejrzanymi.

Idź!
- Oczywiście. Nie pozwolili mi z nią porozmawiać, ale powiedzieli,
przejmować.

jest pewne: ty wcale nie jesteś normalna.

- W takim razie musi mi pani pozwolić naprawić
Pytanie było obcesowe, głos Sinclaira zduszony,
że jest również kobietą, którą jakiś mężczyzna mógłby uznać za

— Cóż, zawsze pięćdziesiąt funtów lepsze niż nic —

O co chodzi?
stronę
wina, Jack, ale to jest zwykły zacier.